sobota, 30 marca 2013

Cholernie..

Rok przerwy.. Wiedziałam, że tak będzie bo zawsze mam na głowie tysiąc spraw, potem biorę sobie następne tysiąc i tym sposobem nie wyrabiam ze wszystkim z czym bym chciała..
Działo się w cholerę i trochę, aż za dużo chwilami, ale najważniejsze jest to, że udało mi się zrealizować kilka marzeń co mnie cieszy cholernie. 

Tak w odniesieniu do mojego ostatniego posta sprzed roku mogę z pełną świadomością przyznać, że życie na własną rękę jest cholernie trudne. Ogólnie (uwaga banał!)  życie to ciężka sprawa. To taka krótka refleksja dla tych co jeszcze się nie usamodzielnili i nie wiedzą tego z autopsji.

A pomijając smutki to przez ten rok wprowadziłam w życie cząstkę marzeń, co po kilku kopach w tyłek od losu dało mi duuuużo radości i chęci do życia.
Dwa największe które się ze soba łączą to - zrobiłam prawko na "A" i kupiłam wymarzony motocykl!
Nie wierzyłam, że to zrobię ale udało się i nie zraziła mnie nawet dziura w kolanie, którą mi moje "Czerwone cudo" zafundowało ;) Nabrałam trochę pokory i przekonałam się na własnej skórze o czymś czego wcześniej nie do końca rozumiałam - Motocykl nie wybacza błędów. Zapamiętam do końca życia.
Ale pomijając wszystko, to wiatr na twarzy, dzwięk silnika, warkocz obijający się na plecach i to niesamowite poczucie wolności jest warte wszystkiego. Zrozumiałam, że tego mi przez całe moje dotychczasowe życie brakowało. Cholernie żałuje tych wszystkich sezonów podczas których serce mocniej biło na sam dźwięk tych głośnych wydechów i nigdy nic z tym nie zrobiłam.. Wzdychałam tylko lekko..


Następne malutkie spełnione marzenie też "zmotoryzowane";) Udało mi "wycyganić" krótką, ale za to niezapomnianą jazdę próbną ślicznym Fordem Mustangiem z silnikiem 4,6 300KM z automatyczną skrzynią.. coś pięknego... Hmm z wypłaty na takiego nie odłożę dlatego wiem, że to była jedyna taka okazja;) 



Jest jeszcze jedno marzenie które w chwili jego realizacji było nim na pewno.. teraz niestety z perspektywy minionego czasu, wielu zdarzeń i sytuacji... bardzo brutalnie przestało nim być... 
Mądre powiedzenie: "Uważaj o czym marzysz, bo to marzenie może się spełnić.." jest tu bardzo na miejscu.

Jak ja się cieszę, że mam Przyjaciół. Bez nich mnie nie ma.  

No i KOT! Jest jeszcze kot Jagger, którego w październiku wspaniałomyślnie uratowałam od niechybnej śmierci i za co paradoksalnie w ogóle nie wydaje się być wdzięczny, a wręcz zachowuje się tak jakby od początku był to mój zasrany obowiązek;) Moje wredne kochane;)


Dobranoc.




czwartek, 23 lutego 2012

Na własną rękę.

W życiu każdego młodego czlowieka przychodzi taki czas, kiedy czuje, że powinien wyprowadzić się od rodziców. Z całym szacunkiem dla mamy i taty, ale trzeba w końcu zacząć żyć po swojemu. Męczy mnie już ciągłe wysłuchiwanie "rad" mamy jak powinnam żyć, kiedy iść spać, co i o jakiej porze jeść, ile wydawać pieniędzy.. Strasznie mnie to denerwuje.. ostatnimi pokładami cierpliwości powstrzymuje się żeby nie wybuchnąć i nie powiedziec czegoś czego mogłabym później żałować.

Wiem, że mama zawsze chce dobrze, ale są pewne granice których się nie przekracza, a ona niestety ciągle to robi:( Wspominam teraz z tęsknota czasy studiów kiedy nikt nie wtrącał się w moje sprawy, żyłam sobie po swojemu, skromnie bo skromnie, ale za to spokojnie, powoli według moich zasad. Tu czuje, jakiś ciągły chaos i niemożność poukładania sobie życia w taki sposób jaki uważam za najbardziej stosowny. W konsekwencji tego tylko sie męczę i blokuje... czekam na cud.

Niedawno pojawiła się nadzieja na życie na własną rękę i prawie "na swoim", ale teraz nie wiem czy cokolwiek z tego wyjdzie. Bardzo bym chciała...
... a może by tak uciec do Nowego Yorku ;D

poniedziałek, 30 stycznia 2012

5 minut dziennie...

Ale się rozmarzyłam.. odleciałam całkowicie poza granice rzeczywistości.
Może to nie jest do końca dobre tak uciekać w marzenia, ale na pewno można się przy tym idealnie odprężyć i dodać sobie sił do życia w tym szarym świecie...
Lubię tak czasem poświęcić chwilę i totalnie się rozmarzyć, pomyśleć o czymś absolutnie nierealnym, uśmiechnąć się do siebie i bujać w obłokach.
Dobrze że nikt nie wie co kryje się w naszej głowie... a przez to można czuć sie zupełnie bezkarnym w tym swoim absurdalnym mysleniu.. Czasem tylko sumienie trochę gryzie.. "jak mogło mi przyjść coś takiego do głowy" ;)

"Życie nie jest ani lepsze ani gorsze od naszych marzeń... Jest po prostu inne..."


poniedziałek, 23 stycznia 2012

Najpiękniejsze ...samobójstwo ?

Zobaczyłam dzisiaj coś co tak mną wstrząsnęło, że nawet nie wiem sama co o tym myśleć.
Nigdy nie zdawałam sobie sprawy, że ktoś kiedyś robił ranking najpiękniejszych samobójstw.
Przeglądając dzisiaj zdjęcia Nowego Jorku w internecie natknęłam się na to zdjęcie:


Jest to podobno najpiękniejsze samobójstwo.. Dziewczyna nazywała się Evelyn McHale. 1 maja 1947 roku skoczyła z Empire State Building. Spadła z 83 piętra na samochód stojący przy 33 ulicy, a przechodzący obok student fotografii Robert Wiles zrobił jej zdjęcie.
W portfelu zostawiła kartkę na której napisała:  

'He is much better off without me ... I wouldn't make a good wife for anybody,' ...

potem wyszła na wieżowiec i skoczyła. Miała wtedy 23 lata. Zdjęcie zrobione zaledwie cztery minuty po jej śmierci zostało nazwane najpiękniejszym samobójstwem... Wstrzącające aż do szpiku kości...

Ludzie potrafią odnaleźć piękno nawet tam gdzie miejsce ma ogromna tragedia, tam gdzie komuś wali się cały świat.
Z drugiej jednak strony w tym zdjęciu jest coś takiego... że patrzysz i w końcu widzisz może nie koniecznie piękno, ale jakąś ogromną prawdę i tak przerażający ból.. w żaden sposób nieudawany, który aż kipi z każdego milimetra kwadratowego tej fotografii. Jednak to co chyba najbardziej szokuje to spokój na twarzy dziewczyny. Całe jej ciało wygląda tak spokojnie. Jakby opadała jak piórko, a później delikatnie ułożyła się na samochodzie i zasnęła.

Coś niesamowitego... smutnego.

środa, 18 stycznia 2012

Typowe babsko :P

Tak właśnie, dzisiaj będę typowym babolem.. Bez marudzenia, użalania itp..
Po pewnym czasie nawet ja mam serdecznie dosyć słuchania o swoich problemach.. W końcu każda z nas je ma...

... ale wiem na pewno że nie każda ma... magnetyczny lakier do paznokci!!! :D
czy wszyscy wiedzieli o istnieniu takowych tylko nie ja?
Kiedy ostatnio pokazała mi je przyjaciółka pracująca w drogerii to poczułam się jakby ktoś zaprezentował mi latający spodek.. Jedyne co mogłam powiedzieć to WOW!! Czego to ludzie nie wymyślą.. Kupiłam szary :)
Zdjęcia są strasznej jakości i nie widać dokładnie tego rewelacyjnego efektu, ale jednak pewna orientacja jest.





...ale krzywo.. no niestety tak to jest kiedy maluje się paznokcie przy lampce nocnej, grubo po dwunastej i z głową nieustannie opadającą na poduszkę... Tak czy siak na żywo wygląda to o niebo lepiej.

środa, 11 stycznia 2012

Aspołeczna ja..

Dlaczego wiecznie tak strasznie przejmuje sie tym co myślą inni? To takie męczące i autodestrukcyjne, a ja cały czas to robię! Aż sama się denerwuje na siebie i karce w myślach powtarzając cały czas " po co się idiotko  tak katujesz???" Ostatnio zaczełam sie przejmować nawet tym że nikt nie czyta mojego bloga...  Teraz wydaje mi się to śmieszne. Dobrze, że to akurat już po mnie spłynęło, bo  przecież nie zakładałam go z myślą o innych, tylko zwyczajnie z własnej wewnętrznej potrzeby.. Ale, że w ostatnim czasie przejmuje się nawet najmniejszą pierdołą....? Nadwrażliwośc nie jest dobra.

Nie dość, że mam na głowie dużo za dużo pracy, spraw i zobowiązań to jeszcze zadręczam się rzeczami, które naparwdę nie powinny mnie interesować nawet w najmniejszym stopniu. Powinnam iść na jakiś kurs asertywności bo niedługo ludzie całkowicie wejdą mi na łeb.

Nie jestem ostatnio sobą.. mniej się uśmiecham, jestem smutna i ciągle zamyślona. Takie życie w ciągłym biegu i z głową zaprzątniętą listą spraw do załatwienia to zupełnie nie w moim stylu.. Mam za cienką skórę na cały ten wyścig szczurów. Wszystko mnie dogłębnie dotyka i boli.. Nie umiem tak żyć i nie chcę, co najważniejsze.

Stałam sie totalnie aspołeczna i marze ostatnio tylko o tym żeby zostawić wszystko i wyjechać przynajmniej na 3 dni. Pomilczeć.. Pomyśleć.. Wyciszyć się.. Na chwilę przestać istnieć dla otaczającego mnie społeczeństwa.

Wsiadam, odpalam, rozkoszuje się tym przyjemnym warkotem i już mnie tu nie ma...... moja pełnia szczęścia na obecną chwilę.  

wtorek, 3 stycznia 2012

...To coś, małe i wredne, zżera mnie od środka.
 Tak zwana tęsknota...
Tęsknota nie mieszcząca się w międzysłowiu wylewa się w międzyczasie...




Znów przechodzę kryzys.. Tęsknie do tych pachnących polanek, stromych kamiennych stoków, surowych lasów i ciszy...
Pamiętam, miałam może 5 lat kiedy pierwszy raz pojechaliśmy w Tatry.. Trasa nad Morskie Oko nieźle mnie wymęczyła.. Chociaż tate pewnie bardziej, bo ostatnie 3 kilometry niósł mnie na barana;) Niewiele wtedy rozumiałam, ale pamiętam wszystko.. drogę przez kamienny skrót, małe sarenki obserwowane przez lornetkę, brudny lipcowy śnieg po drodze nad Czarny Staw, przyjemny chłód wody w jeziorze i smak naleśników z serem w schronisku..
A teraz... serce wyrywa mi się z piersi na samą myśl.. Każdego roku nie mogę sie nimi nacieszyć.. Chciałabym przez te kilka TAM spędzonych dni zobaczyć jak najwięcej, co po całym dniu chodzenia po górach kończy się wieczorem, totalnym wyczerpaniem i snem o godzinie 20 ;) a na drugi dzień z samego rana już stoję z plecakiem zwarta i gotowa na kolejny dzień na szlaku;)
Nie wyobrażam sobie wakacji bez gór.. i życia bez nich też sobie juz nie wyobrażam.
Jedno z moich postanowień noworocznych: Majówka w Dolinie Pięciu ! <3



bywa i tak;)





Fot. moje własne :)

A wtedy świat się lepszym zdaje
W górach jakby bliżej nieba
Ze szczytu krajobrazy jak ze snu
Chce zostać na zawsze tu
Stare buty starte na kamieniach
a po deszczu wiatr włosy suszy
To nic że nogi bolą ze zmęczenia
Za to jakoś lepiej mi na duszy
Bo w górach mogę poczuć po co żyję
Na co mi miejski gwar?♥